Rekord Polski cz.1

Agnieszka Łotocka

Dlaczego nurkowanie głebokie?

Kiedy postanowiłam zacząć nurkować głęboko, moja wiedza o nurkowaniu technicznym była praktycznie zerowa. Nurkowałam, co prawda od lat, ale, podobnie jak wiele koleżanek, głębokość nigdy szczególnie mnie nie pociągała. Dlaczego rozpoczęłam nurkować technicznie? Chyba, dlatego że zakończyłam ostatni etap w nurkowaniu rekreacyjnym, robiąc stopień instruktorski. Teraz ja miałam przekazywać swoją wiedzę innym, ale jednocześnie nie zostało mi nic dla siebie, a chciałam żeby nurkowanie pozostało moją pasją.

W ciągu długiego pobytu na Synaju zdążyłam się zorientować, że jest tu mnóstwo niesamowitych miejsc niedostępnych dla większości nurków. O wyborze szkolenia zdecydował przypadek, ale jak się okazało nie mogłam trafić lepiej. Miałam się szkolić w Planet Divers w Dahab, ulubiaonym miejscem "technicznych" a moim pierwszym instruktorem został Artur Pazzi - doświadczony instruktor głównych systemów szkoleniowych, czyli TDI i IANTD. Pozostawało kilka niedogodności do rozwiązania. Moja ilość pracy i odległość 100 km między Dahab i Sharm El Sheikh, gdzie mieszkałam, oraz 2500 km z Egiptu do Polski spowodowały, że część zajęć odbyłam online, używając skype. Zaoszczędzony w ten sposób czas mogliśmy wykorzystać w Dahab na nieustanne nurkowania i ćwiczenia.

rekord1Naprawdę trudne początki
Do kursu dołączył instruktor z Dahab, Paweł Karwowski. Ćwiczyć pod wodą mieliśmy już razem. Pierwszy dni poświęciliśmy w całości na konfiguracje sprzętu. Przekręcanie automatów na właściwe ustawienia, skręcanie zestawów, mocowanie skrzydeł, regulowanie uprzęży i przesuwanie na niej d-ringów, narzędzi tnących i innych potrzebnych gadżetów.
Zajęcia hmm...typowo kobiece. Powoli okazywało się jak niewiele wiem o nurkowaniu. Zostawały nam wieczory na omówienia planów oraz oglądanie nowej serii filmów z długimi zestawami ćwiczeń zgodnych z DIR, które mieliśmy robić pod wodą. Filmy oglądaliśmy po kilka razy i zgodnie stwierdzaliśmy, że jutro szykuje się bardzo wesoły dzień.
Nie myliliśmy się. Pierwsza przeszkoda to ciężar sprzętu, który miałam zabrać ze sobą pod wodę. Niestety, tego, że jestem raczej małą kobietą nie jestem i nie będę w stanie zmienić. O ile konfigurowanie sprzętu nie przysparza mi problemów to ciężar twinsetu 2 X 80 cf i dwóch butli bocznych jest dość znaczna przeszkodą. Przydaje się jest pomoc partnerów nurkowych lub kolegów.
Nie uważam tego za problem, ani nie złości mnie, że nie daje temu rady. W końcu nurkowanie techniczne to zdecydowanie sport partnerski i zawsze powinien być ktoś, kto pomoże butle zanieść i przynieść. Mimo tych przeszkód nie zniechęciło mnie to do nurkowania technicznego. Wręcz przeciwnie. Pod woda wszyscy jesteśmy równi.
Na pierwszych nurkowaniach miotaliśmy się, że sprzętem, z kręceniem zaworami i ćwiczeniem sytuacji awaryjnych wisząc nad dnem też było nie lepiej. Wychodziliśmy z wody coraz bardziej zdruzgotani, a przecież oboje byliśmy ludźmi, na co dzień nurkującymi w bazie i spędzającymi pod wodą po kilkanaście godzin tygodniowo. No cóż trzeba było zacisnąć zęby i ćwiczyć. Poprawialiśmy wszelkie niedociągnięcia sprzętowe szliśmy na kolejne nurkowanie. Po nurkowaniach przychodził czas na omówienie naszych podwodnych wyczynów. Oglądaliśmy przy tym nakręcone filmy z naszych ćwiczeń. Jak się okazało, aż tak tragicznie nie było. Omawialiśmy każde ćwiczenie i błędy, jakie zrobiliśmy. Po raz kolejny oglądaliśmy filmy, żeby porównać to z naszymi błędami i już ich nie powtórzyć.

Gdy przypominam sobie dziś swe pierwsze techniczne nurkowania to uśmiech pojawia mi się na twarzy. Wyobrażam jak wesoło musiało być Arturowi, patrzącemu na parę nurków miotających się pod wodą z kilkoma butlami, chociaż oglądał ten widok wielokrotnie i jak twierdził do znudzenia. Pamiętam jak się wściekałam, że mnie rzuca i że się nie da zrobić żebym wisiała ładnie z tym wszystkim, bo to wszystko waży tyle, co ja. Artur z uśmiechem powtarzał, że się da i że jak chce nurkować głęboko to musze wisieć. Pozostało mi tylko ćwiczyć i mieć nadzieję, że doczekam chwili, gdy się tego nauczę.

rekord2Ja też mogę nurkować głęboko
Nasze pierwszy okres kursu spędzaliśmy robiąc od kilku do kilkunastu nurkowań tygodniowo. Najpierw robiliśmy runtime, często sytuacje awaryjne a pozostały czas spędzaliśmy na 10 m ćwicząc do upadłego. Naprawdę nie było mi łatwo. Momentami czułam się jakbym to ja była dodatkiem do tych wszystkich butli a nie one do mnie.
Dlaczego nie zrezygnowałam zamiast się męczyć? Może chciałam przepłynąć Canyon do końca i zobaczyć cały słynny Blue Hole... A może lubię wyzwania i walkę z własnymi słabościami.
Do pierwszych certyfikatów jeszcze daleko a przecież na koncie miałam już kilkadziesiąt nurkowań i wiele godzin ćwiczeń. Cóż, nikt nie obiecywał że będzie łatwo, a na pewno nie nasz instruktor. W każdym razie spodobało mi się i już wiedziałam, że nie spocznę, póki nie ukończę całego szkolenia. Zapowiadała się jednak długa droga. Wkrótce udało mi się wyrwać jeszcze kilka dni by dokończyć pierwszy etap mojego szkolenia. Tym razem oprócz nurkowań czekał nas jeszcze egzamin no i tym razem cały Canyon i Blue Hole.

Nasze nurkowania pomału zaczęły przypominać to do czego dążyliśmy. Przy realizacji planu nie miotaliśmy się już na kolejnych stopach, manewrowanie bojką nie kończyło się zaplątaniem całej linki. S-drille i zakręcanie zaworów też okazało się wcale nie takie trudne. Wrażenie z pierwszych głębokich nurkowań niesamowite, w końcu wiem o co tak walczyłam. Warto było. I tak po ponad 6 miesiącach od pierwszego wykładu, kilkudziesięciu nurkowaniach technicznych i kilkaset razy powtórzonych ćwiczeniach dostałam swój pierwszy certyfikat nurka technicznego.

rekord3Mój pierwszy certyfikat
Wiadomo, że nurkowanie z partnerem jest lepsze i przyjemniejsze, ale myślę, że w życiu każdego nurka po kilku latach przychodzi czas, że chciałoby się pójść pod wodę samemu i wsłuchiwać się tylko w odgłosy własnych bąbelków. W końcu mogłam legalnie nurkować sama. Jako nurek techniczny, mogłam już robić czasem takie samotne wypady. Tym bardziej, że na rozwiązania wszystkich swoich problemów i na najlepsze pomysły wpadałam zawsze pod wodą. Moje przemyślenia po pierwszym etapie? Chce więcej! Wiedziałam już, że w odróżnieniu od nurkowania rekreacyjnego, teraz wcale nie będzie łatwiej, tylko coraz trudniej. Coraz więcej godzin pod wodą, coraz więcej ćwiczeń a także całe setki stron wiedzy do przyswojenia.
Dahab swoją magią i głębinami ciągnął mnie coraz bardziej, aż w końcu osiedliłam się tam na stale. Teraz z towarzystwem nurków technicznych różnych narodowości i wszystkich systemów szkoleniowych miałam do czynienia na co dzień. Mimo że grupa ta jest prawie całkowicie zdominowana przez mężczyzn, czułam się wśród nich bardzo dobrze. No tak nurek to nurek, płeć tu nie ma znaczenia. Chyba.

Nurkowanie głębokie przerodziło się w moją pasję i teraz każdy wolny dzien. i chwile poświęcałam na czytanie kolejnych artykułów lub po prostu spędzałam je pod woda ćwicząc. Powoli przestawałam walczyć ze sprzętem - udawało się nam współpracować. I tak stopniowo przeszłam wyłącznie do nurkowań trimiksowych. Zawsze będę pamiętała moje pierwsze nurkowanie na tym gazie. Odbyło się na 58 metrów w Thomas Canyon na Tiranie. Rafę Thomasa znałam bardzo dobrze bo przez lata praktycznie nurkowałam tam na codzień prowadząc grupy. Moje zdziwienie, że jestem już na prawie 50 metrów było ogromne, ponieważ narkozy kompletnie nie czułam, dopiero spojrzenie na pomiarówkę uświadomiło mi, że jestem już tak głęboko. Nie mogłam w to uwierzyć. Wprawiony nurek po pierwszych objawach narkozy czuje, że głębokość zbliża się do 35-45 metrów.

rekord4"Trimix only" - tylko trimiks
Dość szybko przyszedł czas na Blue Hole. Arch i kolejne nurkowania trimiksowe. Pokochałam trimiks. Stwierdziłam, że uwielbiam ten gaz, dający tak nieprawdopodobne możliwości w nurkowaniu. Oczywiście wraz z rozpoczęciem nurkowań trimiksowych wiedza teoretyczna jaką musiałam przyswoić była sporo większa niż na początku. Momentami czułam się jak studentka medycyny. Artur, oprócz prezentacji i wykładów, co chwila podsyłał nowe artykuły do czytania. Planery nurkowe miałam dość dobrze opanowane, ale za każdym kolejnym samodzielnie zaplanowanym nurkowaniem dowiadywałam się o nich czegoś nowego. W międzyczasie mój początkowy partner nurkowy się zmienił, ale jednocześnie pojawił się nowy, Maciek Zaborowski, którego nurkowanie głębokie wciągnęło podobnie jak mnie. Ja miałam ten komfort, że nurkowanie było też moja pracą. Dostęp do butli i gazów miałam praktycznie nieograniczony. Jednak Maciek tak się zawziął, że zaczął do Dahab przylatywać, co 3 miesiące, a cały pozostały czas, jesień czy zima, spędzał nad Hańczą. Co jakiś czas wspólnie spotykaliśmy się z Arturem razem nurkując i realizując kolejne coraz trudniejsze plany. Nasze pierwsze wspólne głębsze nurkowanie to Blue Hole i 70 metrów. Mieliśmy za sobą sporo wspólnych nurkowań a także wiele wspólnie spędzonych godzin ćwicząc. To miało być nasze pierwsze poważniejsze nurkowanie i miejscu w którym dno jest dość odległe. Starannie dobraliśmy gazy i zaplanowaliśmy nurkowanie. Dało nam to później wiele do myślenia i uświadomiło jak wiele pracy jeszcze przed nami. W późniejszym czasie zrobiliśmy wiele wspólnych 60 - 90 metrów, doskonale się uzupełniając. Maciek w międzyczasie wykonał serie głębokich nurkowań na safari technicznym organizowanym przez Oceanxplorers w osobie Artura Pazzi i Czarka Abramowskiego. Tam też udało mu się w końcu zanurkować na dno Thomas Canyon czyli na ponad 90 m. Ja tydzień po nim tez zaliczyłam upragnione dno Thomasa. W końcu po wielu płytszych nurkowaniach w tym miejscu nastała upragniona chwila by zanurkować do dna. Miałam, że sobą aluminiowy twinset i 3 aluminiowe butle boczne 80 cf. Nie zapomnę jak siedziałam w tym wszystkim na decku łodzi i naturalnie nie byłam w stanie sama wpaść do wody. Pamiętam jak krzyczę do znajomych "Wepchnijcie mnie, wepchnijcie". Nie ma się co dziwić, wszystko co miałam na sobie ważyło sporo ponad 100 kg. Nie było szans, żebym się w tym ruszyła. W wodzie byliśmy w samo południe co oznaczało przepiękną grę promieni słonecznych w samym Thomas Canyonie. Nurkowanie trwało ok. 2 godzin i mimo że zwykle marznę, to emocje tak mnie poniosły, że zupełnie zapomniałam o zimnie.

100 metrów od powierzchni

Po zrealizowaniu setek runtimów, setkach godzin ćwiczeń i jeszcze większej ilości teorii, małymi krokami zbliżałam się do zaplanowania moich ostatnich nurkowań kursowych: 100 metrów głębokości, praktycznie samodzielne.Nie powiem, że planowałam je długo, bo większość nurków wie, że takie nurkowanie planuje się w ciągu dwóch dni, dając czas na zmieszanie gazów i dokładne zaplanowanie przebiegu nurkowania. Ale nieprawdą będzie, jeśli powiem, że zrobiłam je tak po prostu. Myśl o nurkowaniu na 100 metrów była w mojej głowie już wcześniej. Tyle że nie czułam się jeszcze na siłach, żeby je zrealizować, mimo że przecież robiłabym je pod nadzorem Artura, jak wszystkie inne kursowe nurkowania. Uważaliśmy jednak, że brakuje mi jeszcze praktyki w realizacji nurkowań w przedziale 60-90 m. Jednak każdy kolejny odbyty runtime dawał mi większą wiarę w swoje umiejętności i poczucie, że poradzę sobie w sytuacji kryzysowej.

Nurkowania zaliczeniowe dwukrotnie na 100 metrów zrobiłam razem z Maćkiem pod surowym okiem naszego wspólnego instruktora Artura. Było to moje najlepsze nurkowanie w życiu. I wcale nie, dlatego że było to rewelacyjne miejsce czy niesamowite widoki, ale dlatego że czułam się na nim jak ryba w wodzie. Sprzęt był moją drugą skóra, z trzema butlami z jednej strony czułam się jakby ich wcale nie było. Pozycja pod wodą była idealna, nic mi nie przeszkadzało. Runtime, zmiany gazów, przepinanie bocznych butli tak, jakbym robiła to od urodzenia. Poza tym pod wodą czułam się przeszczęśliwa. Deco odbywałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Wreszcie ujrzałam metę w mojej "drodze przez mękę".
Artykuł ukazał się w numerze 6/2007 "Wielkiego Błękitu"
foto: Piot Andrews - Reuters

Agnieszka Łotocka
Instruktor nurkowania
Dahab 2007

Artykuł ukazał się w letnim numerze Wielkiego Błękitu w 2007 roku.

Zamów Newsletter

Dziękujemy za subskrypcję
 
 
 
 

Z ostatniej wyprawy

Oceanxplorers 2010 © Oceanx.pl Wszystkie prawa zastrzeżone. Teksty, zdjęcia i filmy, są chronione prawem. All rights reserved. Articles, images and movies are copyrighted to their respective owners.
website Oceanx © 2010
http://oceanx.pl
e-mail us
photo & video Artur Pazzi
Arek Pańka
Krzysztof Malawski
photo Piotr Andrews
Irena Stangierska
Jacek Madejski